Nowa podstawa programowa od września 2026
Ministra edukacji Barbara Nowacka podpisała 12 marca 2026 r. rozporządzenie Ministerstwa Edukacji Narodowej o wprowadzeniu do szkół i przedszkoli od września 2026 roku nowej podstawy programowej. Reforma była wcześniej elementem planowanej dużej nowelizacji ustawy Prawo oświatowe.
Od następnego roku szkolnego w placówkach edukacyjnych i opiekuńczo-edukacyjnych pojawi się wiele zmian. Wśród nich znalazło się także zintegrowanie przedmiotów ścisłych w klasach IV-VI. Oznacza to, iż zamiast biologii, geografii, fizyki i chemii uczniowie będą uczyć się tych treści w ramach jednego przedmiotu – przyrody.
Niepewność pedagogów wzbudziła jednak kwestia liczby godzin tego przedmiotu. Zgodnie z rozporządzeniem lekcje przyrody mają odbywać się w blokach co najmniej dwugodzinnych. Ma to umożliwić nie tylko realizację teorii, ale także prowadzenie zajęć opartych na doświadczeniach i praktyce.
Nauczyciele zwrócili jednak uwagę na pewne nieścisłości oraz różnice między zapisami rozporządzenia a wcześniejszymi zapowiedziami. W dokumencie mowa jest o blokach dwugodzinnych, natomiast wcześniej informowano, iż na przyrodę przewidziano trzy godziny tygodniowo.
Przyroda zamiast 4 przedmiotów
Różnicę zauważył Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO na warszawskim Bemowie, który prowadzi stronę internetową "Wokół szkoły". Autor publikuje tam wpisy dotyczące edukacji, oświaty i pedagogiki. Na swoim facebookowym koncie wieloletni nauczyciel wskazał na nieścisłości w komunikatach MEN.
"Oto punkt rozporządzenia w sprawie ramowych planów nauczania, z którego wynika obowiązek blokowania lekcji przyrody. Zastanawiam się nad możliwością zachowania zgodności z tym przepisem, gdy skądinąd wiadomo, iż w tygodniu mają być trzy lekcje przyrody" – czytamy w jego wpisie na Facebooku.
I dalej: "1) Układając plan mogę zestawiać te lekcje tylko w co najmniej dwugodzinnych blokach. 2) Oddzielenie jednej lekcji od dwóch zblokowanych powoduje, iż ta jedna lekcja w innym terminie nie spełnia wymogu zblokowania co najmniej dwóch. 3) Zblokowanie trzech lekcji przyrody jest zatem jedynym rozwiązaniem spełniającym wymogi rozporządzenia. 4) jeżeli tak, to dlaczego nie zapisano tego wprost?! 5) Czy istnieje jakieś inne rozwiązanie, którego nie potrafię wymyśleć?!" – pyta retorycznie.
Nauczyciel i dyrektor zwrócił uwagę na brak konsekwencji ze strony MEN oraz na to, iż resort sprawia wrażenie, jakby nie miał do końca sprecyzowanej wizji zmian. Część nauczycieli w komentarzach pod jego wpisem przyznała mu rację, podkreślając, iż przepis jest nieprecyzyjny, co może doprowadzić do chaosu organizacyjnego w szkołach z powodu braku jednoznacznych wytycznych dla wszystkich placówek.
MEN nie umie liczyć?
Do różnic w liczbie godzin przyrody odniósł się również poseł Marcin Józefaciuk, który w ostatnim czasie skupia się na kontrolach MEN. We wpisie w mediach społecznościowych zauważył, iż szefowa resortu edukacji podpisała dokument dotyczący podstawy programowej mimo wcześniej zgłaszanych przez pedagogów uwag. Jego zdaniem potwierdza to, iż MEN działa bez dostatecznych konsultacji z praktykami.
"Jak zwraca uwagę Jarosław Pytlak, w rozporządzeniu zapisano, iż zajęcia przyrody mają być prowadzone w co najmniej dwugodzinnym bloku, a jednocześnie w planie jest 3 godziny tygodniowo. W praktyce oznacza to jedno: trzeba zrobić blok... trzygodzinny – raz w tygodniu na całą przyrodę (nieważne, iż przedmioty ścisłe wymagają systematyczności). Czyli ktoś napisał przepis, nie zastanawiając się, jak to ma działać w prawdziwej szkole – nie zastanawiając się, iż jeden dzień nieobecności z powodu choroby (ucznia lub nauczyciela) – pozbawi trzech godzin przedmiotu" – napisał Józefaciuk.
Poseł jest przekonany, iż błędy i nieścisłości w rozporządzeniu wynikają z przekonania pracowników MEN o własnej nieomylności oraz z braku szacunku dla nauczycieli, a także z pośpiechu we wprowadzaniu zmian.
Wprowadzenie nowej podstawy programowej miało uporządkować system nauczania i lepiej dostosować go do współczesnych potrzeb uczniów. Tymczasem już na etapie interpretacji przepisów pojawiają się poważne wątpliwości.
Jeśli nie zostaną one gwałtownie wyjaśnione, szkoły mogą stanąć przed realnym problemem organizacyjnym, a nauczyciele – przed koniecznością improwizowania. To z kolei może odbić się nie tylko na jakości nauczania, ale przede wszystkim na uczniach, którzy zamiast spójnego systemu otrzymają kolejną reformę pełną niedopowiedzeń.

10 godzin temu









