REKLAMA
- Jak mi moja uczennica pokazała ten filmik, poczułam się trochę jakby ktoś mnie uderzył w twarz - wspomina nauczycielka. - Jednak najgorszy nie jest sam filmik, ale te komentarze. Czytałam o sobie straszne rzeczy. To pisali uczniowie, jeszcze dzieciaki. I co ja mogę z tym zrobić? Szkoła jest bezradna, rodzice umywają ręce - stwierdza.Co zatem z odpowiedzialnością karną za publikowane treści w mediach społecznościowych? Czy faktycznie uczniowie są bezkarni, a pedagodzy pozostawieni sami sobie?
Zobacz wideo
W szkołach chcą zabierać telefony nie tylko uczniom, ale i nauczycielom
Stream na TikToku. Nauczyciele w potrzaskuUczniowie nagrywają lekcje, następnie wrzucają transmisje na TikToka. A nauczyciele? Często są nieświadomi tego, co dzieje się na prowadzonych przez nich zajęciach. "Może właśnie jesteś bohaterem, bohaterką drugiego planu podczas live'a na TikToku, który w tej chwili prowadzi jeden z twoich uczniów. Jesteś w szkole, na lekcji? Trudno. Po prostu w tym czasie pętasz się po ich życiu" - czytamy w ostrzeżeniu skierowanym do pedagogów, opublikowanym na facebookowym profilu Protest z Wykrzyknikiem.Sprawa jest bardzo poważna. Nauczyciele nie wyrażają na takie postępowanie zgody - apelują o pilne działania, by ukrócić ten proceder.
Chciałabym wprowadzenia zakazów korzystania z telefonów, ale to w obecnych czasach jest nierealne. Rodzice chcą mieć kontakt z dziećmi. Po drugie uczniowie zaraz podnoszą krzyk, jak na lekcji ktoś chce im zabrać telefon. Mówią, iż to ich własność, iż nie można zabierać. Jak proszę, żeby wyłączyć i schować do plecaka, też to im się nie podoba. Co ja mogę zrobić? Pogrozić palcem? Nie ma wsparcia, nie ma nic, a później jeszcze trafiasz na filmik z internetu i włosy stają ci dęba, bo nieświadomie jesteś 'bohaterem drugiego planu'- opowiada w rozmowie z naszym portalem poruszona nauczycielka historii. Nowa moda uderza w nauczycieliTakich nagrań w sieci są już tysiące. Nowy trend zalewa szkoły. Uczniowie chcą być fajni, modni, więc wrzucają na swoje konta krótkie filmiki, by pośmiać się z nauczycieli, pokazać język na lekcji, zrobić coś niestosownego. Nie baczą na fakt, iż takie działanie może wiązać się z poważnymi konsekwencjami dla nich samych oraz ich rodziców. Bo nagrywać można, ale wszystko ma swoją granicę. Tu należy przede wszystkim zwrócić uwagę na fakt, iż prowadzona przez nauczycieli lekcja jest chroniona prawem autorskim. Nauczyciel musi się więc zgodzić, by uczeń mógł ją nagrać.Zgodnie z art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego, każdy ma prawo do ochrony dóbr osobistych, takich jak wizerunek, godność, prywatność. Dlatego należy uznać za niedopuszczalne rozpowszechnianie tak zdobytego nagrania bez wymaganego zezwolenia. Dodatkowo wchodzą w grę przepisy ustawy - Prawo autorskie i prawa pokrewne, która w art. 81 wprost stawiają wymóg otrzymania zgody na rozpowszechnianie wizerunku osoby na nim przedstawionej- wyjaśnia r.pr. dr hab. Sebastian Paczos w tekście, który ukazał się na Wielkopolskim Portalu Edukacyjnym.Nagrywania zakazują również regulacje zawarte w szkolnych regulaminach, które zwykle całkowicie zakazują uczniom używania telefonów na lekcjach. Prof. Sebastian Paczos wskazuje jednocześnie, iż w polskim prawie nie ma jednak przepisu, który kategorycznie zakazywałby uczniom lub rodzicom nagrywania nauczycieli. Bo prawo dopuszcza jednak pewne odstępstwa. Dotyczy to tych spraw:
rozmowy, w których sam nagrywający uczestniczy (a więc rodzic, uczeń czy też sam nauczyciel lub dyrektor) - nie ma też wymogu uprzedzania rozmówcy o włączeniu dyktafonu;nagranie, które zostało zrobione w uzasadnionym celu, np. dla celów prywatnych (do nauki) czy też dla udokumentowania nagannego zachowania nauczyciela wobec ucznia - np. poniżania, przemocy słownej, mobbingu - sądy dopuszczają taki materiał dowodowy.To może być przestępstwo. A kara? Już nie tak oczywista- Nagrywanie nauczyciela może stanowić przestępstwo, jeżeli jest dokonywane potajemnie, bez uczestnictwa w rozmowie. Jest używane do szantażu, zniesławienia lub innych działań naruszających dobra osobiste. Zawiera treści chronione tajemnicą zawodową lub innymi przepisami prawa, a ich ujawnienie jest bezprawne - wylicza prof. Sebastian Paczos, który zwraca uwagę na fakt, iż chociaż za przestępstwo grozi kara, to w przypadku uczniów sprawa się nieco komplikuje.- jeżeli chodzi o odpowiedzialność karną ucznia, to ona tu praktycznie nie występuje - stwierdza r.pr. dr hab. Tomasz Scheffler, dziekan OIRP we Wrocławiu, cytowany przez portalsamorzadowy.pl. - Tutaj może się pojawić odpowiedzialność cywilna z tytułu naruszenia dobrego imienia, wizerunku, prawa autorskiego, ale nie tyle ucznia, co jego rodziców - wyjaśnia.Tu również pojawia się postać nauczyciela, który pozostawiony sam sobie z problemem, staje się ofiarą.Nauczyciel w walce z hejtem powinien mieć za sobą całą strukturę: szkołę, organ prowadzący, kuratorium oświaty. w tej chwili jednak tak nie jest - nauczyciel najczęściej w takiej sytuacji zostaje sam i rezygnuje z walki. Pytanie jednak brzmi, jaka powinna być reakcja szkoły na takie zachowania uczniów, czyli jakie przepisy wewnętrzne powinny w takiej sytuacji zostać zastosowane- mówi Scheffler.
A nauczyciele zachowują się różnie. - Ja poszłam z tym filmem do dyrektora. Czy są jakieś efekty? Żadne. Tych uczniów w naszej szkole już nie ma. Poszli dalej. Ktoś inny ma ich na głowie. U nas było jedynie polecenie, by na godzinie wychowawczej pogadać z dzieciakami o hejcie w sieci. Czy pomogło? Wątpię - dodaje ze smutkiem nauczycielka historii. - Z wiatrakami walczyć nie będę. Nie stoją za mną rodzice, szkoła, kuratorium, ministerstwo. Tu uczeń ma większe prawa, on może wszystko, choćby mnie ośmieszać. Ja nie mogę nic - reasumuje moja rozmówczyni A ty? Co sądzisz o nowym trendzie, który zalewa polskie szkoły? Co twoim zdaniem ma zrobić nauczyciel, który dowiaduje się, iż jego lekcja stała się "tłem" dla tiktokowego show? Daj znać i napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.

7 godzin temu














