Nauczyciele boją się zmieniać pracę. "Nie chcę skakać z deszczu pod rynnę"

7 godzin temu
Coraz więcej nauczycieli mówi wprost o toksycznej atmosferze w szkołach. Zdaniem eksperta Billa Rogersa jednym z głównych źródeł stresu jest brak zaufania do dyrekcji. Brytyjski nauczyciel Tim Scott w łamach "The Guardian" podpowiada, jak rozpoznać "czerwone flagi" jeszcze przed podpisaniem umowy.


Ekspert od radzenia sobie ze stresem przez nauczycieli, Bill Rogers uważa, iż jednym z głównych powodów napięcia w pracy jest brak zaufania do dyrekcji. Gdy nauczyciel nie czuje wsparcia ze strony przełożonych, choćby drobne problemy urastają do rangi poważnych kryzysów.

Stres zaczyna się od braku zaufania


Podobnego zdania są rozmówcy portalu Strefa Edukacji. Jedna z nauczycielek przyznała, iż pracowała w miejscu z toksyczną atmosferą i "odeszła przy pierwszej okazji".

"Dopiero w następnym miejscu zobaczyłam, iż wcale nie musi tak być, a nauczyciele mogą być sobie życzliwi" – zaznaczyła.

"Nie mam siły znowu zmieniać placówki"


Zmiana pracy w oświacie to jednak dla wielu ogromny stres. Nauczyciele obawiają się, iż trafią do jeszcze gorszego środowiska.

"Nie mam siły znowu zmieniać placówki i odkrywać po paru tygodniach, iż za piękną


fasadą kryją się kolejne toksyczne relacje – skakać z deszczu pod rynnę" – przyznała jedna z nauczycielek.

Inna wspominała, iż jej dyrektorka dzwoniła do niej choćby w święta i wieczorami, a "interes szkoły zawsze stał na pierwszym miejscu".

Pierwsze wrażenie ma znaczenie


Tim Scott w "The Guardian" zwraca uwagę, iż wiele sygnałów ostrzegawczych widać


już na samym początku. Atmosfera może być wyczuwalna od razu w


wyglądzie budynku, na stronie internetowej szkoły czy w tym, co słychać na boisku.

"Jeśli szkoła sprawia wrażenie zimnej, chaotycznej lub przesadnie korporacyjnej, prawdopodobnie tak właśnie wygląda codzienna praca nauczycieli" – czytamy.

Ważny jest też sposób komunikacji


Jeśli ogłoszenia kierowane do rodziców lub uczniów są roszczeniowe czy zbyt potoczne, podobny ton może obowiązywać wobec pracowników.

Podczas wizyty w szkole warto przyjrzeć się pracy sekretariatu i relacjom między


pracownikami. Spontaniczne rozmowy, naturalne relacje i swobodna kooperacja to dobry znak.

Warto też obserwować, jak dyrekcja zwraca się do uczniów. jeżeli kontakt ogranicza się


głównie do reprymend, może to świadczyć o autorytarnym stylu zarządzania. Sygnałem ostrzegawczym bywa również zachowanie nauczycieli w obecności przełożonych – jeżeli widać napięcie i dystans, to znak, iż w zespole może brakować poczucia

bezpieczeństwa.

Również rozmowa kwalifikacyjna dużo mówi o miejscu pracy. Zbyt duża sztywność i


"oficjalność" albo przeciwnie – nadmierne spoufalenie – mogą świadczyć o niezdrowej kulturze organizacyjnej.

Dobra szkoła to nie tylko program, ale przede wszystkim relacje


Nauczyciel, który czuje wsparcie i szacunek, pracuje spokojniej i skuteczniej, a na tym korzystają nasze dzieci. Dlatego warto mówić głośno o "czerwonych flagach" i nie bagatelizować pierwszych sygnałów ostrzegawczych.

Jeśli są wśród was nauczyciele i nauczycielki, podzielcie się z nami w komentarzach, jak to wygląda u was.

Źródło: wprost.pl


Idź do oryginalnego materiału