Nauczyciele mają dość. "Rodzice chcą, żeby szkoła załatwiała za nich kwestie wychowawcze"

11 godzin temu
Wielu zauważa, iż dziś znaczna część rodziców jest "roszczeniowa". Mają stać na stanowisku, jakoby obowiązkiem szkoły nie tylko było wpajanie dzieciom wiedzy, ale także i kultury oraz dobrego zachowania. Z drugiej strony są nauczyciele, którzy coraz głośniej mówią o stawianiu granic i stworzeniu zasad, według których ma odbywać się kontakt między rodzicem a nauczycielem. Wszystko dla dobra ucznia.O tym, jak istotne są jasno postawione granice w relacjach z rodzicami, mówiła w rozmowie ze Strefą Edukacji Patrycja Rosińska, dyrektorka Prywatnej Szkoły Podstawowej nr 114 w Warszawie. - Ja mam o tyle łatwiej, iż mówię rodzicom otwarcie, jaka jest wizja szkoły i że, decydując się na tę wspólną podróż edukacyjną, powinni mi zaufać - mówiła. Jej zdaniem brak jasnych i klarownych granic prowadzi także do nadużyć ze strony rodziców. - Chcą, żeby szkoła załatwiała za nich kwestie wychowawcze, emocjonalne, rodzinne. Rodzic musi widzieć, iż szkoła jest jednym organizmem. jeżeli rodzic widzi zgodność i jedność, iż wszyscy trzymamy wspólne granice, to siła jest po stronie szkoły, a nie rodzica - dodała.
REKLAMA


Zobacz wideo


Tym różni się nauka w Stanach od nauki w Polsce. "Nie siedzą w sali"


Jasne stawianie granic? "To trudne, ale nie niemożliwe"- Oj, byłam tym nauczyciele, który zwyczajnie dał sobie wejść na głowę. Chciałam być otwarta, pomocna i zawsze dostępna. Przepłaciłam to swoim zdrowiem, tym fizycznym i psychicznym, bo rodzice często wykorzystywali moją dostępność. Były telefony po nocach, odpisywanie na "pilne" wiadomości w weekendy - opowiada eDziecku pani Iza, nauczycielka historii z 12-stoletnim stażem pracy. - Kiedy nauczyciel nie stawia granic, bardzo łatwo o nieporozumienia. To trudne, ale nie niemożliwe. Teraz już to wiem, więc na pierwszych spotkaniach z rodzicami mówię prosto z mostu, jak sprawa wygląda, iż mam dyżury, iż jestem dostępna, ale nie będę odbierać telefonów w piątek o 22:00, czy odpisywać na maile, kiedy mam dzień wolny - dodaje moja rozmówczyni i przyznaje, iż jednak najbardziej chciałaby "skończyć z pielgrzymkami".Mam czasem wrażenie, iż rodzice nie ufają nauczycielom, więc podważają ich zdanie i autorytet. Wtedy też zaczynają się pielgrzymki do dyrekcji, do kuratorium, bo ich zdaniem uczniowi dzieje się krzywda, co oczywiście nie jest prawdą- dopowiada. - Rodzice są różni. Od takich, którzy słuchają nauczycieli, rozmawiają, współpracują, po takich, którzy wiedzą wszystko absolutnie najlepiej. Najgorzej jest w placówkach prywatnych. Wiadomo: płacę - wymagam. To rodzice decydują, co panie kucharki powinny przyrządzać na obiad oraz jaka powinna być tematyka zajęć edukacyjnych - opowiada nam pani Agata, była wychowawczyni grupy w prywatnym, warszawskim przedszkolu, cytowana w jednym z naszych artykułów. Poprawa komunikacji i współpracy. To pomoże?Nauczyciele uważają, iż stary model relacji między rodziną a szkołą zdezaktualizował się. Problem w tym, iż dziś przez cały czas nie zdefiniowano na nowo, jak w dzisiejszych warunkach powinny wyglądać wzajemne stosunki.


Wniosek? Rodzice, nie tylko uczniowie, potrzebują wyraźnych granic. "To sekret dobrych relacji z nauczycielem. Dobre relacje wiążą się z wyraźnym podziałem odpowiedzialności" - podaje portal strefaedukacji.pl. Kluczem jest tu więc poprawa komunikacji i współpracy między nauczycielami, rodzicami i uczniami. "Słynna 'roszczeniowość' rodziców rzadko wynika ze złej woli, najczęściej rodzi się z przeciążenia odpowiedzialnością. Za wszystko naraz: zdrowie, rozwój, wygląd, bezpieczeństwo, wychowanie i edukację. Gdy odpowiedzialność nie może zostać realnie podzielona, pojawia się lęk, a wraz z nim potrzeba kontroli. Szkoła staje się wtedy miejscem napięcia, zamiast przestrzenią zaufania" - czytamy dalej w przytoczonym artykule.A Ty? Co sądzisz o podejściu nauczycieli i "roszczeniowości" rodziców? Czy to Twoim zdaniem poważny problem? A może błahostka? Daj znać, co myślisz. Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału