Nowy przedmiot w szkołach okazał się niewypałem? "Żyjemy w oparach absurdu"

6 godzin temu
W polskiej szkole w ostatnich latach pojawiło się sporo zmian. Nauczyciele skarżą się jednak, iż część z nich, zamiast poprawiać system edukacji, wprowadza spory chaos. Wśród najczęściej krytykowanych pomysłów pojawia się m.in. ograniczenie prac domowych. Wśród pedagogów coraz częściej słychać też niezadowolone głosy dotyczące edukacji zdrowotnej.Przedmiot pojawił się w szkołach 1 września 2025 roku, jednak od początku wzbudza wiele emocji. Najwięcej kontrowersji budzi fakt, iż jest on nieobowiązkowy. Tym samym frekwencja na zajęciach bywa bardzo niska.
REKLAMA






Zobacz wideo

12 proc. podstawy programowej w rosyjskich szkołach to czysta propaganda



Uczniowie są zapisani, ale na lekcje nie chodząNa początku roku szkolnego uczniowie zostali zapisani na edukację zdrowotną automatycznie, jeżeli przedmiot pojawił się w ich planie lekcji. Rodzice lub pełnoletni uczniowie mogli jednak z niego zrezygnować, wystarczyło złożyć odpowiednią deklarację w szkole we wrześniu. Eksperci już wtedy przewidywali, iż zainteresowanie przedmiotem może być niewielkie. I rzeczywiście tak się stało. Z danych ministerstwa wynika, iż na lekcje uczęszcza około 30 proc. uczniów.O tym, jak wygląda to w praktyce, mówi Maciej Rusiecki, dyrektor V Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, którego słowa cytuje Radio ZET.Z klas pierwszych powinno chodzić 15 osób. Na lekcji są zwykle cztery te same osoby. Pozostałym albo nie chce się wstać, albo nie chce się im zostać, bo edukacja zdrowotna jest na końcu albo początku dnia- opowiada.Jednym z powodów takiej sytuacji jest to, iż przedmiot nie jest oceniany i nie pojawia się na świadectwie. Uczniowie wiedzą więc, iż opuszczenie zajęć nie niesie dla nich większych konsekwencji. "Owszem, takiemu uczniowi nieobecności liczą się do frekwencji ogólnej, ale jest to tylko parę godzin. Z edukacji zdrowotnej nie ma klasyfikacji, bo nie ma z niej zaliczenia. Żyjemy w oparach absurdu" - stwierdza Rusiecki.


Klasa bywa pustaPodobny problem pojawił się w Zespole Szkół Rzemiosła w Łodzi. Do szkoły uczęszcza około 500 uczniów, ale na edukację zdrowotną zapisało się zaledwie 13 osób. Z tego powodu podzielono ich na dwie grupy. choćby to jednak nie gwarantuje, iż zajęcia się odbędą. Część uczniów, mimo iż figuruje na listach, nie pojawia się na lekcjach.Najprostsze rozwiązanie, czyli wypisanie ich z przedmiotu, nie jest możliwe, bo zgodnie z obowiązującymi przepisami rezygnację można było złożyć tylko we wrześniu. W praktyce prowadzi to do kuriozalnych sytuacji. Zdarza się, iż nauczyciel przychodzi na zajęcia, ale uczniów w klasie po prostu nie ma. "Uczniowie żadnych konsekwencji nie ponoszą. Są na liście, bo muszą być, ale nic więcej nie możemy zrobić. Ani wyegzekwować tego, żeby chodzili, ani tego, żeby ich z tej listy zdjąć" - wyznaje Cybulska-Rakoczy, dyrektorka ZSR w Łodzi, w rozmowie z Radiem ZET."Na początku było ciekawie, teraz oglądają bajki"O swoich doświadczeniach z nowym przedmiotem opowiedziała nam również jakiś czas temu czytelniczka. - Byłam bardzo zadowolona z faktu, iż moje dzieci będą mieć w szkole edukację zdrowotną. Jeszcze we wrześniu zapoznałam się z programem i uważam, iż jest świetny - mówi w rozmowie z eDziecko.pl Daria (nazwisko do wiadomości redakcji).


Szybko jednak okazało się, iż rzeczywistość wygląda inaczej niż założenia programu. Jak mówi kobieta: Niestety okazało się, iż ten przedmiot to niewypał, a wina leży po stronie szkoły. Moje dzieci mają te zajęcia z panią od WF-u. Na początku ciekawie je prowadziła, rozmawiała z dziećmi, włączała im interesujące filmy związane z tematami, które przerabiała. Teraz wchodzi do klasy i pyta uczniów, czy chcą pogadać, czy oglądać. Kończy się na "Shreku", "Minionkach" lub "Iniemamocnych".Jak dodaje, podobnie wygląda to także w innych klasach. - Nauczyciele sami odnoszą się do tego przedmiotu z lekceważeniem. Zakładam, iż dzieje się to za przykładem i przyzwoleniem dyrekcji. Szkoła potraktowała ją po macoszemu.A ty? Co sądzisz o edukacji zdrowotnej? Daj znać w komentarzu lub napisz w wiadomości do redakcji: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału