Szkolne kiermasze zaskakują rodziców. "Podziwiam zaangażowanie nauczycieli, robią to po godzinach"

9 godzin temu
- My jesteśmy zmuszani do organizowania takich kiermaszów przez dyrekcję, a najczęściej przez organ prowadzący. Proszenie rodziców o przygotowanie czegokolwiek przynajmniej dla mnie jest kłopotliwe - przyznała jedna z nauczycielek, która opowiedziała nam o szkolnych kiermaszach.W wielu szkołach przed świętami organizowane są kiermasze wielkanocne, które na stałe wpisały się już w szkolny kalendarz wydarzeń. Kolorowe stoiska, własnoręcznie wykonane ozdoby, ciasta i drobne upominki przyciągają uczniów. Zebrane podczas takich akcji pieniądze przeznaczane są zwykle na zakup sprzętu do świetlicy, doposażenie klas lub dodatkowe pomoce dydaktyczne. Jak twierdzą niektórzy rodzice, oferowane na kiermaszach rzeczy bywają naprawdę imponujące i często trudno uwierzyć, iż powstały w domowych warunkach.
REKLAMA




"Byłam pod wrażeniem"Wiele emocji budzi przede wszystkim ogrom pracy wkładany w przygotowania. To nie tylko organizacja samego wydarzenia, ale też tworzenie dekoracji, ozdób i produktów, które później trafiają na szkolne stoiska.Kiedy dowiedziałam się, iż większość tych ozdób świątecznych przygotowali nauczyciele, byłam pod wrażeniem. Podziwiam ich zaangażowanie i to, iż robią to w domu po godzinach - powiedziała z podziwem w głosie pani Anna.Jak przyznaje, sama nie zdecydowałaby się na wzięcie na siebie dodatkowych obowiązków, mimo iż rozumie ich cel i znaczenie dla szkoły. Kobieta dodała, iż kiedyś została poproszona o przygotowanie muffinek, jednak gwałtownie odmówiła, tłumacząc to brakiem czasu i zmęczeniem codziennymi obowiązkami domowymi.- jeżeli szkoła chce takie atrakcje organizować, proszę bardzo, ale ja w tym udziału brać nie będę - skwitowała.


"Zrobiłam to dla dobra ogółu"W podobnej sytuacji znajdują się także inni rodzice, którzy często czują się włączeni w przygotowania w sposób dość spontaniczny. Dla jednych jest to okazja do zaangażowania się w życie szkoły, dla innych dodatkowy obowiązek po pracy.Staliśmy w szatni większą grupą rodziców i czekaliśmy, aż dzieciaki się przebiorą. Wtedy podeszła do nas wychowawczyni i zapytała, czy moglibyśmy coś przygotować. Jedna z mam zaoferowała szarlotkę, druga jakieś wydmuszki to i ja wspomniałam o ciasteczkach. Nie uśmiechało mi się ich wieczorne lepienie, no ale czasami muszę zrobić coś dla dobra ogółu- wyznała.Takie sytuacje, jak mówią rodzice, nie są odosobnione. Zdarza się, iż prośby o przygotowanie wypieków czy ozdób pojawiają się przy okazji zebrania, krótkiej rozmowy w szatni czy komunikatu od wychowawcy. Część osób angażuje się chętnie, inni robią to z poczucia obowiązku lub chęci niewyłamywania się z grupy.Zdaniem pani Marzeny (imię zostało zmienione), szkolne kiermasze zbyt często przerzucają odpowiedzialność na rodziców. - Nie wyobrażam sobie marnowania mojego czasu popołudniami tylko dlatego, iż jakiś pedagog chce, bym piekła ciasta czy nawlekała koraliki. Pracuję zawodowo i po południu muszę odpocząć, żeby mieć dobry humor dla rodziny i żeby być wyrozumiałą - zauważyła.


Kobieta podkreśliła, iż wolny czas chce spędzać inaczej - z rodziną lub aktywnie na świeżym powietrzu. - Lubię angażować się w różne prace domowe, ale w domu z rodziną albo na zewnątrz. Moi rodzice byli zapracowani i też nie przejawiali chęci do prac szkolnych. Uważam, iż szkoła powinna sobie sama poradzić. Ja szkołę dawno skończyłam i nie mam ochoty do niej wracać - podsumowała. "To dla mnie uwłaczające"Nieco inne spojrzenie przedstawiają sami nauczyciele, którzy podkreślają, iż ich rola często nie ogranicza się wyłącznie do prowadzenia zajęć czy koordynacji wydarzenia.My jesteśmy zmuszani do organizowania takich kiermaszów przez dyrekcję, a najczęściej przez organ prowadzący. Proszenie rodziców o przygotowanie czegokolwiek jest przynajmniej dla mnie uwłaczające - przyznała jedna z nauczycielek.Z jej perspektywy kiermasze są często narzuconą formą aktywności szkolnej, na którą nie zawsze nauczyciele mają realny wpływ. Choć widzi w nich wartość wychowawczą i integracyjną, zwraca uwagę na brak systemowego wsparcia finansowego i organizacyjnego.


Jak dodała: Jesteśmy ostatnim ogniwem w kontakcie z rodzicami i to nam obrywa się za te całe kiermasze, którym organizacji w takiej formie jesteśmy przeciwni. Co innego, gdyby były fundusze od organu prowadzącego, a prace byłyby wykonane na zajęciach szkolnych z dziećmi. Wtedy miałoby to zupełnie inny sens.A Ty, co sądzisz o szkolnych kiermaszach? Twoim zdaniem warto je organizować? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl
Idź do oryginalnego materiału